2007-12-01 19:59
 Oceń wpis
   
Historia jak z filmu Kusturicy, a prawdziwa.

Jak donosi GW Duży Format z 26.11.2007 jest w Polsce działający świetnie PGR. "Dawny PGR Kobylniki - Dziś spółka KOM-POL - w województwie kujawsko-pomorskim należy do 425 osób. To jedyne takie przedsiębiorstwo, które przejęła niemal cała załoga i do dziś tu pracuje. Gdzie firmą kieruje dawny dyrektor PGR (dziś jeden z właścicieli), a w radzie nadzorczej jest szef związkowej "Solidarności" (też właściciel)."

Z reportażu wynika, że panie i panowie rolnicy radzą sobie doskonale i  w praktyce stosują metody zarządzania Ricardo Semlera.

Treść artykułu:
http://www.scribd.com/doc/563605/Gazeta-Wyborcza-Duy-Format-26112007-Wesoe-oczy-krowy


2007-11-30 11:53
 Oceń wpis
   
Pisałem wcześniej, że rodzaj prowadzonej działalności ma znaczenie drugorzędne dla powodzenia nowej firmy. Mam teraz przykład, że tak jest faktycznie.

Jest taka firma e-production.pl . Działa na rynku tzw. marketingu internetowego. Piszę ‘tak zwanego’, bo jest to pojęcie bardzo płynne. Agencji reklamowych lub webmasterów, którzy chwalą się, że zajmują się marketingiem internetowym jest bez liku. Zakłada się taką firmę bardzo prosto. Trzeba kupić komputer, neostradę i mieć znajomych studentów na wydziale informatyki oraz kogoś, kto chociaż trochę lizną Corela. Potem w Internecie czyta się mądrze brzmiące artykuły o corporate identity, value positioning albo web2.0. Żaden problem.

Problemem jest jednak skonstruować ofertę, która faktycznie dale klientowi jaką wartość dodaną. I tu wracamy do e-production.pl. Pracuję z nimi od trochę ponad roku. Zakończyliśmy ostatnio drugi wspólny projekt. I jest bardzo dobrze: mają pomysły, ale potrafią słuchać. Znają się, ale się nie wymądrzają. Przede wszystkim jednak dają to coś nieuchwytnego, może szacunek, może życzliwość? To dla mnie modelowy przykład, jak powinna wyglądać firma, która świadczy usługi doradcze dla firm.

Dzięki temu na lokalnym rynku mają już świetną pozycję. Zlecenia same spływają, ludzi do pracy też mają.

Da się!


2006-11-30 02:12
 Oceń wpis
   
Ostatnio, podczas rozmów z przedsiębiorcami i dyrektorami/członkami zarządów słyszy się, że brakuje ludzi do pracy. Nie tylko w budownictwie, ale praktycznie w każdej branży. Pracodawcy żalą się, że o ludzi coraz trudniej, bo wyjeżdżają za granicę i z nostalgią wspominają lata 2000/2001 gdy kolejki bezrobotnych ustawiały się pod bramą czekając na jakąkolwiek pracę.
Cóż, ludzie jakoś nie chcą pracować za 12 zł/h brutto, bez nadgodzin, z umową na czas określony. Może więc trzeba by podnieść płace? Pracodawcy twierdzą, że nie jest to dobre rozwiązanie, bo „to nie pieniądze są problemem, tylko ludziom nie chce się pracować”albo „ludziom przewróci się w głowach” więc „trzeba ograniczyć zasiłki dla bezrobotnych i pozwolić pracować imigrantom z Ukrainy, Bułgarii i Rumuni, to od razu ludzie wezmą się do roboty”. Ja tego nie wymyśliłem. Takie stwierdzenia naprawdę można usłyszeć. I to od ludzi, którzy zarabiają miesięcznie 5 i więcej średnich krajowych.

Podobno 80% z miliona Polaków, którzy wyjechali ostatnio do pracy za granicę, wróciłoby gdyby ich zarobki wynosiły miesięcznie 3 000 zł na rękę. Trudno więc mówić, o jakimś skrajnym materializmie... [jeśli ktoś twierdzi, że to dużo i że jego pracownikom może się przewrócić w głowie, to niech sam spróbuje, jak się żyje za takie pieniądze].

A może by zrobić tak: zatrudniać bardzo dobrych pracowników, płacić im dużo i tak organizować pracę, żeby dodawali firmie więcej wartości niż kosztuje ich pensja? I sprawdzać, co faktycznie robią ludzie w firmie. Może okaże się, że taką samą pracę może efektywnie wykonywać mniej osób? Zamiast 10 osób zarabiających po 2 000 lepiej mieć 4, które zarabiają po 4 000 ale mają odpowiednie warunki pracy i potrafią z nich skorzystać? Fakt, wymaga to pewnej odwagi. Przede wszystkim, rezygnujemy z możliwości wywierania wpływy za pomocą szantażu ekonomicznego. Poza tym, żeby wartość pracy naszych ludzi dla firmy była na prawdę duża, musimy zatrudniać mądrzejszych, inteligentniejszych i lepszych od siebie. I w końcu, trzeba tym ludziom zaufać, bo skoro są lepsi od nas, to nie ma sposobu, by ich cały czas kontrolować. Czyli wychodzi na to, że trzeba by swoich pracowników traktować jak dorosłych ludzi. Cóż, kiepska perspektywa, ale w przeciwnym wypadku trzeba będzie szukać dobrej agencji pośrednictwa pracy w Rumunii (bo Białorusini na przykład wolą pracować za lepsze pieniądze w Moskwie niż w Warszawie)

Na zakończenie: jeśli ktoś będzie miał problem ze znalezieniem do pracy inteligentnych i pracowitych ludzi z pomysłami, bardzo proszę o kontakt. Dam znać moim znajomym, że mogą już wracać do kraju.


2006-11-14 11:55
 Oceń wpis
   

Na razie przeprowadzałem się 3 razy. Mimo, że w obrębie jednego miasta nie było to bardzo przyjemne. Większość rzeczy sam nosiłem i woziłem autem. Tylko pianino i wielką starą szafę przewiozła bagażówka.
Dlaczego? 1.Koszt usług transportowych. Za przewiezienie wszystkiego chcieli drogo, tłumacząc, że trzeba zrobić kilka kursów małym autem, albo barć duże, i to musi kosztować. 2.Firmy oferowały pomoc, przy noszeniu mebli, ale nie chciały brać odpowiedzialności – jak się potłucze, to trudno... 3.Płaci się za godzinę pracy auta i ekipy, więc trzeba wszystko spakować wcześniej i przewieźć na raz. Taka opcja jest mało realna, szczególnie jeśli ma się małe mieszkanie. Nie ma gdzie pakować i trzymać rzeczy, które normalnie są w szafach!

Teraz pomysł. Przeprowadzki w kontenerach na bagaż. Firma transportowa przywozi nam rano pod dom bagażowy kontener oraz taki sprzęt jak styropian, folie do pakowania, pudła, wózek, żeby łatwiej było przenosić... W ciągu dnia spokojnie pakujemy rzeczy do kontenera, sami, w dogodnym tempie, bez pośpiechu. Możemy dokładnie zaplanować, co najpierw włożyć, jak wykorzystać przestrzeń bagażową. Sami zabezpieczamy nasze meble na czas transportu. Zamykamy dokładnie kontener – tylko my mamy klucz. Dzwonimy po samochód, który dostarcza kontener pod wskazany adres o wyznaczonej godzinie (np. następnego dnia rano). Tam mamy czas na spokojne wypakowanie.

Korzyści dla firmy świadczącej usługi to: 1.Optymalizacja wykorzystania samochodów i ludzi – nie muszą czekać na klientów. 2.Niższe koszty przy tej samej liczbie przeprowadzek - trzeba kupić i eksploatować znacznie więcej tanich kontenerów niż drogich samochodów. 3.Jasne określenie odpowiedzialności za przeważone wyposażenie. Taka filozofia działania daje też możliwość łatwego zwiększenia zasięgu działalności na cały kraj, a nawet Europę. Dodatkowo firma może świadczyć usługi przechowywania dużych przedmiotów w kontenerach.



2006-11-13 11:50
 Oceń wpis
   
To nawet nie pomysł, tylko apel: niech ktoś zrobi coś takiego! Najlepiej w wersji sieciowej:-) Mieszkamy na Śląsku i, ponieważ mamy dwuletniego synusia, jedyną opcją na wyjście rodzinne do restauracji jest Ikea.

Restauracja, która zaprojektowana jest z myślą o rodzinach z dziećmi jest więc potrzebna. Musi tam być: 1.zakaz palenia, 2.dużo miejsca do zabawy dla dzieci (z bezpiecznymi zabawkami, basenem z kulkami, przyborami do rysowania, itp.), 3.duży parking i łatwy dojazd (proponuję zbudować restaurację przy centrach handlowych), 4.różnorodne menu i potrawy szybkie do przygotowania (małe dzieci nie lubią czekać), 5.krzesła, naczynia, sztućce i łazienka dostosowana do potrzeb dzieci, 6.wieszaki na ubranka, 7.przewijak, pieluchy i papierowe ręczniki, 8.okrągłe stoły. No i oczywiście odpowiednia obsługa...

Jeśli ktoś ma wątpliwości czy taka restauracja wypali, to polecam wizytę w restauracji Ikea podczas weekendu;-)


2006-11-10 21:35
 Oceń wpis
   

A teraz coś z zupełnie innej beczki! Świat wielkich finansów, banków inwestycyjnych, firm konsultingowych.


Po 16 latach istnienia wolnego rynku znaczna część rodzinnych firm powstałych na początku lat 90-tych zbankrutowała. Konkurencja stawała się coraz silniejsza, założyciele nie radzili sobie z coraz gorszymi przepisami podatkowymi, wspólnicy kłócili sie i rozstawali... Ale te firmy, które przetrwały, mają całkiem pokaźne rozmiary pod względem obrotów, aktywów czy liczby zatrudnionych. Część spośród przedsiębiorców przekwalifikowała się w finansistów czy dyrektorów zarządzających.

Jednak istniej w dalszym ciągu sporo przedsiębiorstw, które nie potrafią pokonać kryzysu wzrostu. Są to firmy, którymi zazwyczaj kierują założyciele. Założyciele ci mają często przekonanie, że tylko oni rozumieją swój biznes, że cała firma opiera się na ich pracy, że jeśli ich zabraknie, wszystko się rozsypie. Organizacje takie zarządzane są intuicyjnie, a ich efektywność określona na zasadzie porównywania przepływów pieniężnych. Firmy takie przynoszą swoim właścicielom znaczne zyski, jednak ich posiadanie odczuwane jest jako duże ryzyko i przykry obowiązek. Jeśli znalazłby się chętny na kupno takiej firmy założyciele chętnie poszliby na emeryturę.

I tu jest miejsce dla funduszu, który kupuje rodzinne firmy od założycieli, przekształca je w korporacje i sprzedaje z zyskiem na giełdzie czy inwestorowi branżowemu. Kluczowe kompetencje takiego funduszu to zarządzanie portfelem spółek oraz rekrutacja na stanowiska kierownicze. Optymalnie, jeśli firma taka posiada ludzi do zadań specjalnych, którzy wkraczają do firmy w pierwszej kolejności i przeprowadzają najbardziej konieczne zmiany.

Jeśli powstanie taki fundusz, to ciekawe co 'emerytowani' przedsiębiorcy zrobią z zarobionymi pieniędzmi. Zainwestują w fundusze inwestycyjne, nieruchomości czy może założą nowe firmy?



2006-11-09 14:42
 Oceń wpis
   
Jest to rozwinięcie i uzupełnieni poprzedniego pomysłu. Jeśli obecnie podstawowym problemem branży budowlanej jest brak rąk do pracy, to trzeba ten problem rozwiązać. Mamy więc z jednej strony zapotrzebowanie na pracowników, a z drugiej strony bezrobocie. Oznacza to, że rynek pracy jest nieefektywny. Jest miejsce na firmy, które zajmą na nim swoją niszę.

Po pierwsze, można zajmować się rekrutacją. Poszukiwanie pracowników musi być jednak przeprowadzone sprytnie:-) Ja niestety nie mam jeszcze dobrego pomysłu, ale wiem, że ogłoszenia w poniedziałkowej wyborczej i na pracuj.pl nie wystarczą... Niską skuteczność ma też korzystanie z urzędów pracy. Po drugie, można prowadzić agencję pracy czasowej. Zatrudniamy sami i sprzedajemy godziny pracy naszych ludzi firmom budowlanych. Po trzecie, można prowadzić szkolenia. A w zasadzie przyuczać do zawodu. Optymalnie oczywiście jest połączyć wszystkie trzy aktywności w ramach jednej firmy.

Pytanie tylko, po co pracować na zlecenie polskich firm budowlanych, a nie np. irlandzkich czy austriackich... Ale może kiedyś i płace w Polsce będą normalne.


2006-11-09 14:40
 Oceń wpis
   
Nie jest to specjalnie innowacyjny pomysł, ale niezwykle skuteczny i zyskowny. Jeśli ktoś na poważnie myśli o założeniu własnej firmy i nie wie, czym się zająć, to jest to wybór optymalny.

Na początek szczególnie polecałbym specjalizować się w pracach wykończeniowych – nie potrzeba ciężkiego sprzętu, nie trzeba zatrudniać wielu pracowników. Zacząć można nawet samemu. Zapotrzebowanie na takie usługi jest olbrzymie. Popyt na mieszkania jest ogromny, ludzie kupują nowe, sprzedają stare, remontują... Natomiast podaż usług jest ostatnio ograniczona, bo fachowcy wyjechali do pracy za granicę. Trudno się dziwić, bo zarobić mogą nawet i 10 razy więcej... Ostatnio słyszałem, że mała firma z Gliwic ma tyle zleceń, że musi zatrudnić dodatkowo 100 osób i nie może znaleźć tylu chętnych!

Generalnie taki biznes to samograj. Trzeba dbać o 1. jakość wykonania, 2. terminowość, 3. poziom obsługi klienta. Jeśli uda się zatrudnić dobrych fachowców, to spokojnie można płacić im dużo, stosować politykę wysokich cen i nie martwić się o reklamę – klienci sami przyjdą.

Oczywiście to wszystko nie jest takie proste, ale chodzi o pokazanie zasady: przy obecnej koniunkturze na rynku nieruchomości nie ma problemów ze znalezieniem zleceń dla budowlańców.


2006-11-09 14:38
 Oceń wpis
   
zanim się rozpiszę o pomysłach rodem z NASA czy google przedstawię moją hipotezę natury ogólnej:

Obecnie w Polsce każdy biznes ma szanse na sukces, pod warunkiem, że jest odpowiednio prowadzony. Odpowiednio tzn. odpowiedzialnie, z klasą, na poziomie i z uśmiechem. Jak obiecuję, że zadzwonię, to dzwonię. Jak wyznaczam termin o go dotrzymuje. Jak wiem, że nie dotrzymam terminu, to sam o tym informuję, przepraszam i proszę o dodatkowy czas. Zatrudniam kompetentnych ludzi i dobrze im płacę. Itd. Wiadomo o ci chodzi...

Stawiam taką hipotezę, bo nieprawdopodobne wydaje mi się, ile jeszcze jest firm, w których nie szanuje się klienta, gdzie pracują ludzie niekompetentni, leniwi i gdzie nikomu nie zależy... I to w czasach podobno bardzo ciężkiej konkurencji, wysokiego bezrobocia, ISO 9001 i studiów MBA.

Podsumowując: najważniejszym zasobem każdej firmy są... klienci, potem pracownicy, a reszta to w zasadzie szczegóły.


2006-11-09 02:15
 Oceń wpis
   
Będę pisał o pomysłach na biznes.

Podkreślam: pomysłach! Nie o gotowych biznes planach, ofertach inwestycyjnych, modelach biznesowych itp. To są moje pomysły na to, jak można by zarabiać pieniądze, bez weryfikowania na ile pomysł jest realny czy rentowny.
Pomysły są moje własne, ale nie twierdzę, że ja jedyny coś takiego wymyśliłem. Prawdopodobnie, jeśli pomysł jest dobry, już jest na świecie działająca firma, która dany pomysł realizuje.

Będę pisał, bo: 1.Jak zapiszę w internecie, to nie zgubię kartek z notatkami. 2.Może ktoś to przeczyta i pomysł go zainspiruje do działania. 3.Moja żona ma już dosyć wysłuchiwania moich pomysłów (całuski kochanie:-).

Komentarze i uwagi są mile widziane, ale jednocześnie zastrzegam sobie prawo do ich ignorowania.

1 | 2 |



Archiwum Bloga
 
Rok 2007
 
Rok 2006
 

Kategorie
 
Ogólne
 


 
Michał Bacia michal_bacia@wp.pl
 


Najnowsze komentarze
 
2011-05-06 14:07
leasing pojazdów do wpisu:
na początek...
W każdej branży można rozkręcić biznes pomimo dużej konkurencji. Kwestia podejścia,[...]
 
2011-05-06 14:04
kredyt bez bik do wpisu:
Restauracja dla rodzin z dziećmi
Tak, to wciąż dobry pomysł na założenie biznesu.
 
2011-05-06 14:02
windykacja. do wpisu:
na początek...
Ciekawa koncepcja.